KATARZYNA PIĄTEK / Czy boisz się horrorów?
2010-06-27
Czy boisz się ciemności? Nie? A gdy z mroku wyłania się niewyraźna sylwetka kobiety w wannie? W tle za nią wydaje ci się, że jeszcze ktoś stoi… A co jeśli po środku wysoka postać, prawdopodobnie ludzka, biega popychając coś dziwnego na kółkach? Biegnąc coraz prędzej i prędzej potęguje hałas skrzypiących po podłodze kół. Pierwsze skojarzenie dźwięku łączy się z wizją nawiedzonego domu, który nieraz oglądało się w horrorach. Tylko, że to nie jest film. To namacalne życie, które dzieję się tuż przy nas, zdezorientowanych widzach. W dodatku to dopiero początek. Początek spektaklu teatralnego Tourniquet belgijskiej grupy Abattoir Fermé.
Gdy już rozświetlono scenę ukazali się dwaj mężczyźni (Kristof Coenen i Chiel van Berkel) w blond perukach, z trupio bladymi twarzami i wymownymi spojrzeniami wprost na widownię. Kobieta w wannie (Kirsten Pieters), również z trupio bladą twarzą, zdaje się przenikać swym tajemniczym spojrzeniem publiczność. Ciała aktorów nie okrywa jednak żaden kostium, ukazani są w całej swej fizjologicznej naturze. W tle po cichu sączy się pełna grozy muzyka. Po chwili bohaterowie przełamują swój bezruch i zaczynają ostentacyjnie i powoli ubierać się, jakby świadomi obserwatorów. Następnie przemieniają scenę z mieszkania w bar. W świetle wspomniane na początku „coś” na kółkach okazuje się drewnianą belką, która zostaje teraz wykorzystana, jako lada barowa. Za obrus posłużyła flaga ze swastyką, symbol nazizmu bez dwóch zdań.. Gotowe. Jeszcze tylko kieliszki do rąk mężczyzny i kobiety, butelka czerwonego wina (a co, jeśli to będzie krew?) w rękach barmana i zaczynamy zmysłową scenę. Powoli rozwija się gra damsko- męska pomiędzy pijącymi. Gdy alkoholu we krwi jest już dość, kobieta z gracją wchodzi na ladę baru i zmienia się w tancerkę - kurtyzanę z Moulin Rouge. Następnie pozbywa się ubrań a jeden z mężczyzn znaczy jej plecy czarną farbą. Atmosfera robi się coraz dziwniejsza i straszniejsza, efekt podwaja odpowiednia muzyka. Kobieta ląduje na podłodze i nieruchomieje. Mężczyźni symultanicznie ubierają fartuchy i rękawiczki, posypują się białym proszkiem. W wannie umieszczają długą folię. Jeden z nich podnosi kobietę poddaną mu jak kukła i wrzuca do wanny. Drugi mężczyzna posypuje ją również białym proszkiem, zawija w folię, po czym jak gdyby nigdy nic zaczyna sprzątać. W telewizorach postawionych na scenie włącza się psychodeliczny film, w którym da się rozróżnić słowa typowe dla księży podczas egzorcyzmów. Ten, kto ma już dość popsutych nerwów srogo się zawiedzie, gdyż akcja gwałtownie przybiera na tempie i obraca się w opętanie bohaterów przystrojonych w maski, przez ich czyny przemawia obłęd, widać chorą radość. Pomysłowe było wykorzystanie spawarek ułożonych blisko ust, jakby sypały się z nich iskry. Intrygujące zaś przebranie w identyczne, czarne sukienki nie tylko kobietę, ale też mężczyzn. Przy kolejnym piciu wina nasuwała się już tylko myśl, że to krew spływa po ich ustach. Kulminacyjna scena ostatecznie wywołała tymczasem u niektórych już tylko śmiech. Powodem był szkielet głowy byka uniesiony przez jednego z mężczyzn na zakończenie rytuału. Aktorzy nadzy, ubrudzeni w farbie o wymownej kolorystyce nazistowskiej flagi, wyczerpani, wyglądali jakby dopiero do nich docierało to wszystko, w czym uczestniczyli.
Na sali na powrót zagościła ciemność oznajmująca koniec przedstawienia, w którym nie padło ani jedno słowo z ust aktorów. Jednak w pantomimie przemawiały przez cały czas ciała, uprzedmiotowione jakby były tylko aktorskim atrybutem, oddanym na pastwę widzów. To połączenie performance, tańca i teatru w czysto makabrycznej formie. Według reżysera (Stef Lernous) muzyka obok aktorów jest najsilniej oddziałującym środkiem w teatrze. Tourniquet to potwierdza, muzyczne dzieła autorstwa Krenga doskonale budują napięcie i klimat. Ludziom o słabych nerwach spektakl na pewno może zafundować porządną dawkę strachu. Stef Lernous zadbał o każdy szczegół, wykreował na scenie mroczny i szalony świat z domieszką groteski, który nie musi być jedynie fikcją. Historie egzorcyzmów nie istnieją tylko w filmowej rzeczywistości horrorów, zdarzają się również w prawdziwym życiu.
Czy to naga prawda o naturze ludzkiej? A może senny koszmar, obłęd, rytuał spirytualistyczny, opętanie, egzorcyzmy? To wszystko zostało zawarte w Tourniquet. Sam tytuł oznacza opaskę uciskową, która tamuje krew.
Pytanie tylko czy to przedstawienie rzeczywiście pozwala na katharsis i jest opatrunkiem na nasze rany, czy też budzi w nas lęki oraz pozostawia nas rozemocjonowanych w osamotnieniu, gdy już opuści się teatralną salę?




