MARTA WINIARSKA / Przeżyć jeszcze raz TĘ NOC!

2010-06-26

Weźmy na ten przykład prosty flet. Każdy z nas widział go niejeden raz. Kawałek drewna z wydrążonymi otworami. Niewiele, właściwie prawie nic. Instrument. Instrumenty: Kawałek blachy. Albo drewna. Kilka metalowych „nitek-strun”. Czyli właściwie prawie nic. Zachwycamy się brzmieniami, harmonią, dźwiękiem…

W dziedzinie muzyki każdy z nas jest na pewno specjalistą. Bo o muzyce wiemy właściwie wszystko. Słuchamy jej na co dzień, rozmawiamy o niej. Nie? A właśnie, że tak! Opera. Koncert. Musical. Recital. Chór. Orkiestra. Zespół. Solista. Trio. Kwartet. Kwintet. Szur, stuk, puk, trzask, plum, kap, stuk, stuk, stuk, puk, plask, aaaaa. Zatem nie? No właśnie. Cieszę się, że w tej materii się zgadzamy. Tak.

Dokładnie na przełomie 25 i 26 czerwca 2010 roku, w pierwszym dniu maltafestival poznań 2010 odbyła się w przestrzeni Starego Browaru premiera najnowszego spektaklu zrealizowanego przez Annę Szwajgier (muzyka), Magdalenę Przybysz (taniec), Zorkę Wollny (reżyseria). Razem z tymi trzema artystkami nad projektem pracowało kilkunastu młodych performerów, pochodzących głównie z Poznania. Wszyscy razem spotkali się na początku czerwca i wtedy się poznali, by razem stworzyć dzieło, którego świadkami mogliśmy być tej nocy.

Widzowie gromadzą się przed północą. Niecodzienna to okazja znaleźć się w centrum Starego Browaru o tej porze. Już sam ten fakt budzi lekkie napięcie, uczucie niecodzienności. Usadzeni zostają na środku głównego hallu, na tzw. Szachownicy. Otoczeni przez galerię. Przez chwilę trwają rozmowy, ludzie oglądają się na siebie, przyzwyczajają do siebie, bo z racji małej ilości miejsca jest dość ciasno. Nagle wyciemnia się światło. „Wyciemnia”, bo nie gaśnie, tak, że swobodnie można zobaczyć sąsiada. Akcja natomiast toczy się na galeriach ponad głowami jest tylko cieniem. I wtedy zaczyna się koncert…

Zmysł wzroku jest naszym faworytem i mimo iż dźwięku nie widać, my wciąż szukamy jego źródła. I widzowie jak marionetki, obracali główki, żeby ten dźwięk koniecznie znaleźć. A faktycznie, były to dźwięki absorbujące. Wracając do fletu (na początku była o nim mowa). Odkrycie jego natury, prostoty rodzi w nas pokusę, żeby pomyśleć „to TYLKO kawałek drewienka”. Podobnie odkrycie źródeł dźwięków mogłoby wydawać się frustrujące. Koncert na fasolę, kilka patyków, gałązek, orzechów? Ale to jest właśnie ta lekcja muzyki, którą wszyscy doskonale znamy. Bo oto otaczały nas: krzyczenie, płakanie, śpiewanie, wołania, szeptanie, śmianie się, trzaskanie, spadanie, uderzanie, skraplanie, płynięcie, szeleszczenie, pohukiwanie, nawoływanie, stąpanie, bieganie, pocieranie, upadanie, przesuwanie, tupanie… Nad nami, wokół nas, obok nas, za nami, w mroku. Dla uszu.

I piękna była ta muzyka. Muzyka, która nas otoczyła i wprowadziła w świat baśni, w świat ludowego święta w wianku na głowie.

Jak dzisiaj mogłaby wyglądać Sobótka? Takie pytanie postawili sobie twórcy, wpisując swoje działanie w przestrzeń Starego Browaru, najpopularniejszego centrum handlowego w Poznaniu. Koncert odbywał się w głównym hallu, później zaś widzowie, wyposażeni w mapy, udali się w poszukiwaniu niesfornych performerów, którzy rozbiegli się po budynku i otaczającym go parku. To było jak średniowieczne misterium. Chodzenie od mansjonu do mansjonu za tłumem. I wszędzie działy się cuda. Tylko nastrój trochę odmienny, bo bardziej ludyczny, swawolny, erotyczny, radosny. Taniec, ruch przeplatany salwami śmiechu i nawoływaniami. Przewodnikiem po Nocy Świętojańskiej był w swoich wierszach Bolesław Leśmian. Kogo spotkaliśmy na swojej drodze: wodnice, „ognistopiłkich” zawodników wykrzykujących imiona swoich ukochanych, zalotne dziewczęta w wiankach na głowach – pośród drzew i leżące w upojeniu na schodach; „skowyczących” całujących się Julię i Romeo, co wdrapał się wreszcie na balkon; i bohaterów innych scen, w równie szaleńczo zalotno- radosnym nastroju. Mistrzostwo Świata zdobyło natomiast zaadaptowanie ruchomych schodów do „puszczania wianków”, o które toczyła się prawdziwa bitwa.

A po upojeniu?

„Noc oddycha naszą krwią, krew podziemną płynie miedzą…

Nasze ciała teraz śpią – nasze ciała nic nie wiedzą…”

To taka noc, której przespać nie można, a którą często przesypiamy. Najkrótsza noc w roku, noc wróżb, kwiatów splecionych w wianki, noc zabaw, ognia i śmiechu. Jaka szkoda, że minęła, kilka nocy temu…

Ale nic straconego. Ta noc już raz się powtórzyła, powtórzy się też dziś. I jeszcze jutro. 25-27 czerwca 2010. Stary Browar. Przesilenie letnie. Wstęp wolny.