KATARZYNA PIWOŃSKA / Piękno w czystej postaci

2010-07-03

Sutra, której autorem jest Sidi Larbi Cherkaoui, powstała w konsekwencji jego spotkania i stopniowego zagłębiania się w kulturę Orientu i po trosze też o tym procesie opowiada. Przetwarza jednak realne zdarzenia w plastyczno - ruchowe wizje utożsamiające jego doświadczenie.

W otwierającej widowisko scenie widzimy siedzących na metalowym prostopadłościanie chłopca i dorosłego mężczyznę, którzy mają przed sobą ułożone w prostokąt drewniane „pudełka”. Dokładnie taki sam układ – tyle, że skrzyń długości odpowiadającej wzrostowi człowieka – znajduje się za nimi. To, co początkowo wydawało się zwykłym podestem, okazuje się już po chwili niezwykle funkcjonalnym elementem scenograficznym, który ulegać będzie w dalszej części licznym modyfikacjom. Szesnaście prostopadłościanów, które rozmiarem, kształtem i materiałem, z którego są wykonane (drewno) siłą rzeczy muszą kojarzyć się z trumnami, jednak ani razu nie wystąpią w tej funkcji. Niemal natychmiast drewniane pudła rozpoczynają swój taniec po scenie. Równolegle miniatury skrzynek są przesuwane w takich samych konfiguracjach przez siedzącą parę: wygląda to jakby ci dwaj swoimi rękami projektowali przestrzeń sceniczną, a nieznana moc wypełniała ich plany. Nie ma cudów: siłą napędową ich ruchu okazują się być mnisi z Shaolin, którzy tkwili ukryci wewnątrz. Sceny rekonstrukcji scenografii nie mają charakteru roboczo-technicznego, są równie atrakcyjnym wizualnie elementem przedstawienia, co następujące po nich sekwencje bitewne czy taneczne. Skrzynie nie mają w sobie nic z ciężkości brył – lekko suną po scenie.

Mnisi dają niebywały pokaz swojej sprawności i mistrzostwa w dziedzinie sztuki walki. Jedenastoletni malec w niczym nie ustępuje dorosłym współbraciom. Ich ewolucje, jak powietrzne obroty wokół poziomej osi ciała, zdają się przeczyć prawom fizyki, ale w istocie w pełni je wykorzystują dla uzyskania niewiarygodnego dla przeciętnego człowieka efektu. Stosują je w połączeniu z możliwościami ludzkiego ciała, które my, Europejczycy, słabo sobie uświadamiamy. Adepci zen zdają się nie wkładać żadnego wysiłku w swoją aktywność, jakby te na poły akrobatyczne wyczyny nic ich nie kosztowały. Orient już dawno posiadł tę wiedzę o ciele, która nam jest cały czas obca. Szukając jej często zwracamy się właśnie ku Wschodowi.

Fabuła rozwija się jak we śnie – to znaczy nie jesteśmy w stanie przewiedzieć rozwoju scenicznych wypadków. Sidi Larbi Cherkaoui otwiera przed nami świat kreacji, wyobraźni i piękna, w który wysyła razem parę głównych bohaterów. Na ogół to on sam wciela się w postać dorosłego, jednak podczas występu w Polsce zastąpił go w tej roli jego asystent - Ali Ben Lotfi Chabet. Ładunek emocjonalny wydarzeń płynnie i z łatwością przechodzi od uśmiechu do wzruszenia, z czym doskonale korespondują dźwięki muzyki: gdy biega z rozbieganymi klawiszami fortepianu czy rzewnymi smykami. Jako, że muzyka wykonywana jest na żywo, dużo większa jest jej interakcyjność z tym, co dzieje się na scenie. Emocje, które wytwarza dźwięk są idealnie spójne z ruchem. Wykonawcy ukryci są z tyłu sceny za mleczną tkaniną i oświetleni słabym strumieniem światła – widzimy ich jak przez mgłę, co wzmaga oniryzm całego widowiska.

Sutra roi się od efektywnych obrazów, każda poszczególna sekwencja jest pozbawiona niedostatków – oglądającym towarzyszy czysty zachwyt. Jednak za tą pociągającą plastycznie wizją, kryje się opowieść o przekraczaniu różnorakich barier, które – jak się okazuje, jest możliwe. To przecież traktat o spotkaniu odrębnych światów – dziecięcego i dojrzałego, wschodniego i zachodniego, wzajemnym oswajaniu ze sobą i poznaniu. U podłoża leżą wzajemna ciekawość przeradzająca się w fascynację, ale i rodzące się z czasem wzajemne zaufanie.


Zdjęcia