MICHAŁ PIEPIÓRKA / Wydobywanie pamięci

2010-07-02

Austriacki Linz, był ukochanym miastem Hitlera, w wieku dziesięciu lat przeprowadził się tu ze swoją rodziną i spędził swoje młodzieńcze lata, tutaj właśnie po raz pierwszy spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem mieszkańców podbitych terenów już w roli führera III Rzeszy. Na jego wiecach zbierały się tłumy wiwatujących obywateli miasta, którzy widzieli w nim, podobnie jak Niemcy, przewodnika ku lepszej przyszłości, gdzie nikt nie będzie musiał bać się o pracę i chleb. Hitler miał wizję uczynienia z Linzu kulturową stolicę III Rzeszy. Dbał nie tylko o jej przestrzeń, ale również o mieszkańców. Dla ich ochrony polecił wybudowanie pod miastem systemu tuneli, które miały być bunkrami na wypadek bombardowań. Do jego powstania, w myśl nazistowskiego racjonalizmu, wykorzystał więźniów obozu koncentracyjnego w Mauthausen, którzy wydzierając ziemi gołymi rękami puste przestrzenie, stworzyli przerażający pomnik niesprawiedliwości i śmierci. Pamięć o tym miejscu została wyparta ze zbiorowej świadomości na długi czas. Dopiero w latach 80. zaczęto ponownie o nim wspominać. Film Luka Percevala The Concealed City jest próba postawienia pytania o przyczyny zapomnienia, na które nawet nie oczekuje odpowiedzi.

Reżyserowi najbardziej zależy na przywróceniu pamięci o tym miejscu i ludziach, którzy przepłacili swoim życiem jego powstanie. Nie stara się stworzyć peanu na cześć ofiar, czy potępiać nazistowskich prześladowców. Przed nim było tysiące artystów, którzy próbowali to robić. Jednak w obliczu tak wielkiego mordu słowa stają w gardle i przemieniają się w wymowne milczenie. Liczy się jedynie ciągłe przypominanie – wydobywanie z zapomnienia. Bo nikt już nie liczy na odpowiedź na pytanie „dlaczego”.

Perceval prowadzi krypto-śledztwo w poszukiwaniu powodów wymazania wspomnień o tak gigantycznej przestrzeni i jeszcze większej zbrodni. Jak mogło dojść do sytuacji, w której obywatele Linzu nie wiedzą, że kilka metrów pod ich stopami znajduje się plątanina tuneli, a ofiary nazistowskiego reżimu pozostają niemi? Aby mogli odzyskać głos, reżyser przedstawia ich wypowiedzi, w które wplata rozmowy ze starszymi mieszkańcami miasta, historykami, psychologiem, filozofem, a nawet księdzem. Słowom towarzyszy podróż tunelami, rozświetlonymi jedynie nędznym blaskiem małej latarki. Widać, że byli więźniowie niechętnie wspominają tamte czasy, mówią, że starają się o nich nie rozmawiać – nawet z najbliższymi. To niepotrzebne rozdrapywanie ran, które nie do końca się jeszcze zabliźniły i możliwe, że nie zabliźnią się już nigdy. Odpowiadają na szereg pytań o przeszłość, o trudy i cierpienie, a także o sposoby radzenia sobie z traumą i na możliwe pojednanie. Ich słowa skonfrontowane są z wypowiedziami starszych mieszkańców Linzu, którzy korzystali z „usług” budowanych przez nich schronów. Mówią o entuzjazmie, który zapanował w mieście podczas pobytu Hitlera, ale także o swoich wojennych przejściach. Jedna z nich, zaprowadzona po ponad pół wieku ponownie do miejsca swojej kryjówki, nie może wytrzymać – budzą się stare wspomnienia, które chciała wyprzeć ze świadomości.

Tunele stają się metaforą spychania lęków w rejony zbiorowej nieświadomości. Psycholog tłumaczy to freudowskim wyparciem. Łatwiej było zapomnieć, niż się rozliczyć. A jest z czego, historycy wyliczają: tunele liczą sobie 14 kilometrów, ich łączna powierzchnia to ponad pięćdziesiąt trzy tysiące metrów kwadratowych (dla tych, którzy aktualnie śledzą mundial i bardziej przemawia do nich terminologia piłkarska, jest to powierzchnia siedmiu boisk), miały być przestrzenią schronienia dla dwudziestu jeden tysięcy mieszkańców. Przy ich budowie pracowała niezliczona ilość mężczyzn, którzy często umierali z wycieńczenia, a wielu z nich załamywało się jeszcze przed rozpoczęciem robót.

To fakt, jest z czego rozliczać, tylko kogo? Osoby, które korzystały z tych schronów? One też są ofiarami nazizmu. Brak winnych staje się również przeszkodą w i tak ciężkim, akcie przebaczenia. Perceval nie tropi więc winnych, nie stara się dociec powodów zbrodni. Wolno przesuwa kamerę przed ścianami tuneli, ukazując ich bruzdowatą fakturę i dając nam możliwość jej kontemplacji. Powtarza to wielokrotnie – one są najważniejsze. W przeciwieństwie do oprawców i wielu ich ofiar wciąż są. I będą, stając się świadkami wielkiej zbrodni ludobójstwa. Należy tylko wydobyć ją z ciemności i zapomnienia. Naświetlić je, a zarazem problem, który reprezentują. Ktoś, kiedyś powiedział, że dopiero teraz rodzi się pokolenie, które nie będzie obciążone piętnem holocaustu – miejmy jednak nadzieje, że tak nie jest. Bo wiązałoby się to z zapomnieniem, a to jest najłatwiejsza droga do powtórzenia tragedii w przyszłości, czego złowieszczo nie wyklucza jeden z rozmówców Percevala.

Można mieć wrażenie, że 14-kilometrowy tunel jest dla flamandzkiego reżysera jedynie punktem wyjścia, dobrym przykładem szerszego problemu – powolnego, ciężkiego procesu wydobywania na powierzchnię trudnej prawdy. W ciemnościach podziemi Linzu odnalazł symbol cierpienia, które domaga się choćby zachowania w pamięci, jeżeli nie może liczyć na zadośćuczynienie.