JUSTYNA CHODOROWSKA / Miejskie dekonstrukcje

2010-07-02

Podczas wszystkich dni festiwalu mamy okazję uczestniczyć w różnych projektach zorganizowanych w ramach Nowych Sytuacji. Wszystkie zbudowane są na idei ingerencji w przestrzeń miejską i pobudzania refleksji o specyfice miasta Poznań.

Już 25 czerwca na stadionie im. E. Szyca ruszyła akcja Miki Grochowskiej i Anny Czarnoty Fundament Ruina. Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo, ale stanowi element, wokół którego zorganizowana jest inicjatywa artystek. Myślę, że dla większości mieszkańców Poznania stary stadion „Warty” od dawna nie kojarzy się z miejscem, które byłoby przestrzenią dla jakiejkolwiek aktywności i które warto byłoby odwiedzać. To miejsce zapomniane i zaniedbane nie tylko przez zwyczajnych mieszkańców, ale też przez różne podmioty, które zajmują się miejską polityką przestrzenną i organizacją eventów. Fundament Ruina za zadanie postawił sobie zwrócenie uwagi na potencjał, jaki tkwi w pomijanym stadionie znajdującym się nieopodal centrum. Cel postanowiono osiągnąć poprzez umieszczenie na nim interaktywnej instalacji, składającej się z ułożonego na trawie napisu NUDA, 10 leżaków plażowych i tyleż samo parasoli i koców polarowych. Dodatkową atrakcją jest dostępne przez cały czas trwania projektu (do 3 lipca) stoisko z watą cukrową. Wszyscy, którzy zdecydowali się na uczestniczenie w projekcie zostali wyposażeni w instrukcję obsługi, mówiącą o rożnych możliwościach działania w zaprojektowanej przestrzeni. Oprócz kąpieli słonecznej na leżakach i delektowaniu się watą cukrową, uczestnicy w dalszym ciągu mogą przeobrażać się w budowniczych tego miejsca i przy użyciu roboczych rękawic, i hełmów, układać, bądź rozkładać napis NUDA. Dzięki temu działaniu stają się współtwórcami projektu, a nie wyłącznie biernymi odbiorcami. Z czasem wzrastało też zaangażowanie odwiedzających stadion, którzy zaczęli wykazywać się własną inwencją twórczą w definiowaniu zastanej przestrzeni i śmiało układać napisy i figury według własnego uznania, co do formy i treści. Na początku akcja nie cieszyła się dużym zainteresowaniem, jednak z dnia na dzień na stadion, który na co dzień zdawał się niewiele oferować, przybywa coraz więcej ciekawskich. Przychodzą ludzie w różnym wieku, których przyciągnął niecodzienny charakter stadionu. Być może, co jest też nadzieją artystek, Fundament Ruina zainicjuje działania, które przyczynią się do ożywienia zapomnianego stadionu.

Również 25 czerwca rozpoczął się Notatnik Poznania, czyli muzyczny projekt klarnecisty Michała Górczyńskiego i beat – boxera Patryka Mateli. Przez 3 wieczory mieszkańcy Poznania mieli okazję usłyszeć i zobaczyć, jak postrzegane jest ich miasto przez przybyszy, którzy z dworca PKP ruszają na przygodę w obcym sobie mieście. Choć byłam świadoma ogólnej wizji projektu, to muszę przyznać, że zderzenie się z rezultatem przełamało banalne wyobrażenie o projekcie muzycznym, bowiem to, co można było zobaczyć, daleko wykraczało poza zwykłe działania dźwiękowe. Michał Górczyński i Patryk Matela stworzyli akcję, którą śmiało można nazwać happeningiem. Dzięki ich inicjatywie na 3 wieczory Rondo Kaponiera przemienione zostało w eksperymentalną przestrzeń dla „ utworu – opowieści”. Już na samym początku występu, widzów zdezorientowała chaotyczna, niczym zabawa w berka, bieganina artystów, która była zwiastunem tego, że nie będzie to typowy koncert. Znaczną jego część stanowiły interaktywne działania z publicznością, które wykraczały poza obszar muzyki. Artyści zapraszali do gry w piłkę, rysowania skojarzeń, pojawił się nawet symboliczny „taniec” z robotem. W abstrakcyjny sposób, za pomocą dźwięków ukazane zostało m. in. przebywanie w Parku im. Marcinkowskiego, znalezienie sklepu spożywczego, nie mogło oczywiście zabraknąć poznańskich koziołków. Również sama muzyka odbiegała od tego, co można usłyszeć na standardowym koncercie. Odnosiło się wrażenie, że z klarnetu wydobywały się przypadkowe, spontaniczne, szalone nuty. Podobnie nieprzewidywalne są ludzkie wrażenia i myśli o nowo doświadczanej przestrzeni, które nie tworzą spójnej całości. Można powiedzieć, że był to muzyczny strumień świadomości Michała Górczyńskiego. W improwizacji dzielnie wspomagał go swoim głosem Patryk Matela. Do finalnej części, która odbyła się na parkingu przy ul. Dworcowej artyści zaangażowali nawet 4 samochody, których kierowcy współpracowali z artystami i uczestnikami na zasadzie wykonywania poleceń, np. „zwiększyć moc silnika”, „ruch wycieraczek”, „klakson”. W tej części koncertu przewidziano uczestnictwo dla każdego chętnego. Do wykonania przez publiczność muzycy stworzyli 2 symfonie, na które składały się działania typu: szuranie, milczenie, szeptanie wyrazu „Poznań”, gwizdanie. Nie dało się nie zauważyć, że widzowie, nie tylko ci przypadkowi, byli zaskoczeni każdym posunięciem artystów. Miałam wrażenie, że dla części publiki były to działania zbyt abstrakcyjne, czasem wręcz komiczne. Jednak mimo wszystko uważam, że w inicjatywach artystycznych bardziej owocna jest intelektualna prowokacja niż powielanie starych znaczeń.

Przez cały czas trwania festiwalu, możemy też oglądać namalowany na ścianie starej fabryki konserw przez Michała Stachyrę Fresk, przedstawiający budowę minaretu. W swoim założeniu ma on sprawiać wrażenie odkrytego przypadkiem po kilkuset latach malowidła, które poddane zostało restauracji. Fresk składa się z 5 części, które opowiadają historię poznańskiego minaretu od pojawienia się pomysłu, poprzez etap budowy, aż do podziałów w społeczeństwie, jakie spowodował ten obiekt. Nie da się ukryć, że opowieść, jaką możemy wyczytać z fresku nawiązuje do bieżących spraw, mianowicie do budowy minaretu przez Joannę Rajkowską. Ów pomysł, podczas ubiegłorocznej edycji Malty, spotkał się z ogromnym ostracyzmem nie tylko wśród mieszkańców, ale też przedstawicieli władz. Myślę, że pomysł na fresk i umieszczenie historii, którą ukazuje, w minionych czasach jest pewną próbą oswojenia mieszkańców Poznania z pomysłem realizacji projektu Rajkowskiej. To technika małych kroczków, której ideą jest doprowadzenie do zaakceptowania przez Poznaniaków różnorodności m. in. w przestrzeni miejskiej i zmniejszenie, często nieuzasadnionego lęku przed obcością.