MICHAŁ PIEPIÓRKA / Trwanie w zmianie
2010-07-01
Codziennie podczas trwania festiwalu możemy zwiedzać wystawę Filipa Berte pod tytułem Eutopia. Projekt ten jest w fazie permanentnego nieukończenia. Podlega ciągłym zmianom, gdyż wciąż nie jest gotowy. Ma być domknięty dopiero w 2013 roku, a jego zwieńczeniem ma się stać stworzony w Brukseli budynek o nazwie „Dom Eutopii”. Zostaną umieszczone tam pokoje, które aktualnie artysta tworzy i przedstawia publiczności. Uczestnicy Malty mogą zapoznać się z dwoma z nich - Collective Memory Mass Grave i Protected Landscape.
Wystawa, którą możemy zwiedzać nieustannie eksponuje swoje nieukończenie – ciągłe stawanie się. Berte umieszcza w jej ramach makiety, ukazujące projekty pokoi, które mają powstać w przyszłości, film przedstawiający proces tworzenia instalacji na potrzeby festiwalu, a także samego siebie malującego „na żywo” grafiki. Eutopia jest jak spektakl – stwarza się na oczach widzów.
Cała wystawa ma charakter konstruktywistyczny. A w szczególności jej część poświęcona wspólnej, europejskiej pamięci. Berte przedstawia w niej eksponaty, które mają stwarzać jedną wizję przeszłości, będącą podstawą dla europejskiej tożsamości. Wspomnienia nie są dane raz na zawsze, nienaruszalne i obiektywne. Podlegają upolitycznieniu – niektóre z nich są eksponowane, inne pomijane. Należy stworzyć własną przeszłość, która będzie fundamentem samookreślenia. Belgijski artysta podkreśla to non-stop, poprzez niedomknięty charakter wystawy i jego ciągłe samo-stwarzanie. Jak wspominałem, wystawa trwa w nieukończeniu, kolejne eksponaty mogą do niej dołączyć, bądź z niej zniknąć. Dzieje się to na naszych oczach, jak obwieszcza tabliczka pod szkicującym Bertem – work is in progress. Świadczą o tym również eksponaty, które mają wchodzić według Berta w skład zbiorowej pamięci. Są one odpowiednio wyselekcjonowane. Po pierwsze artysta przedstawia jedynie wydarzenia tragiczne, które w jego mniemaniu wywołały wspólna traumę, będącą solidnym fundamentem europejskiej tożsamości. Także sam dobór tragedii jest mocno arbitralny. Są eksponaty dotyczące Sarajewa i wojny na Bałkanach z lat 90., obozu w Oświęcimiu, Katynia, a także poznańskiego czerwca ’56 roku. Zwraca uwagę położony nacisk na wydarzenia powiązane z historią Polski, czy Poznania. Zdaje się, że tym zabiegiem artysta chciał połechtać naszą narodową, czy lokalną dumę, że ważne dla nas zdarzenia współtworzą pojęcie europejskości. Wyczuwam w tym jednak mały fałsz. Nie dość, że tym artystycznym gestem, wpisującym nas w narrację wspólnej europejskiej tożsamości, ewidentnie chce przypodobać się publiczności, to dodatkowo stara się zuniwersalizować wydarzenia, które trudno poddają się takiemu procederowi. Sprawa katyńska za pewne jest dla nas czymś zupełnie innym, niż dla Bośniaka, tak samo jak dla niego czym innym niż dla nas jest wojna na Bałkanach. Włożenie tych wszystkich wspomnień w jeden worek i solidne nim potrząśnięcie, wydaje się sporym uproszczeniem. Tożsamość należy budować na tym, co tożsame – wspólne dla wszystkich. Fakt, że ludzie cierpieli w różnych zakątkach Europy, to chyba jednak trochę za mało.
Berte konstruuje ten wspólny fundament poprzez multiplikowanie przedmiotów mających odświeżać pamięć. Na wystawę składają się zdjęcia historycznych miejsc i wydarzeń, ich szkice, zarówno w wersji papierowej, jak i reprezentowane na ekranie wideo, a także rekonstrukcje przestrzeni w postaci makiet i dioram. Możemy oglądać miniatury lasu katyńskiego, czy obozu w Oświęcimiu. To mnożenie przedmiotów ma na celu, jak się zdaje, podtrzymanie za wszelką cenę pamięci. Jest zabiegiem asekurującym przed zapomnieniem.
Najciekawszą rzecz z tego pokoju znajdziemy jednak na jego obrzeżu, wyłamującą się z tematu pamięci, ale pozostającą przy problemie europejskiej tożsamości. To bardzo krótki animowany film dokumentalny, składający się z wypowiedzi kilku naszkicowanych postaci. Nazywa się The dialogue audition i tym mniej więcej jest. Bohaterowie tej miniatury wygłaszają swoje własne opinie na temat europejskości, Unii Europejskiej, podziału na kraju nowej i starej Europy. Zdarzają się wypowiedzi stonowane, wręcz przejawiające brak własnego zdania, a także impulsywne, na granicy wyrzutu. Ten krótki filmik inaczej charakteryzuje nasz kontynent i jego mieszkańców, niż pozostała część wystawy – jako miejsce różnicy poglądów na sprawy, które są istotne dla nas wszystkich. I chyba właśnie na tym warto budować wspólną tożsamość.
Możemy potraktować ten obraz jako łącznik z drugim pokojem „Domu Eutopii”. O ile przestrzeń Collective Memory Mass Grave jest otwarta, tak Protected Landscape jest otoczona ścianą. Aby do niej wejść trzeba odstać swoje w kolejce, a następnie poddać się procesowi kontroli – uzupełnić swoimi danymi formularz i przypieczętować go odciskiem palca. Już na wstępie nasze ciało i tożsamość zostały zdyscyplinowane. Po przejściu tej procedury, wchodzimy do małego pomieszczenia zapełnionego różnymi przedmiotami. Możemy tam znaleźć książki, czy mały ekran, na którym obserwujemy bałkański krajobraz, zarejestrowany z jadącego samochodu, eksponujący zrujnowane podczas wojny domy. Są również makiety cmentarzy, spalonych domów, czy zbocza zapełnionego gipsowymi figurkami. Miejsce centralne zajmuje największa z nich, przedstawiająca w symboliczny sposób Europę jako jedno wzgórze podzielone granicami, a w obrębie każdej z nich wetknięta jest mała flaga. Nad tym góruje policyjny kogut z wystająca flagą Unii Europejskiej. Temu wszystkiemu towarzyszą zabawkowe samoloty, pociągi i samochody. Nad wszystkim trzyma piecze kontroler, dla którego przygotowano miejsce za foliową przesłoną z wyciętym otworem, przez który może obserwować wszystko to, co dzieje się w tej symbolicznej Europie. Berte kładzie nacisk na problemy przemieszczania się, migracji, przekraczania granic, które są objęte ścisłą kontrolą różnych instytucji. Zdaje się, że dzieje się tak dla naszego bezpieczeństwa – co sugeruje tytuł instalacji. Poza granicami Europy znajdują się figurki czołgów, co wyodrębnia przestrzenie pokoju i wojny. Trzeba wzmacniać procedury kontroli, by czynniki zewnętrzne nie zakłócały naszego spokoju, który ma być fundamentem europejskiej utopii. Utopia ta, z resztą tak jak każda inna, na mocy swojej definicji, nie jest w stanie jednak zaistnieć w rzeczywistości. Chęć jej realizacji może prowadzić do tyranii. Utopia staje się więc dystopią, a Eutopia – Edystopią.
Berte przedstawiając nam wycinek większego projektu, zaprezentował nam dzieło nieukończone, które wciąż rozwija się i konstruuje jak europejska tożsamość. Przedstawił siebie, używając politycznej nomenklatury, jako eurosceptyka, uwrażliwiającego nas na procesy kontroli, którym bezwładnie się poddajemy, a które mogą doprowadzić do stanu społecznej opresji. Szansę na prawdziwą integrację narodów starego kontynentu upatruje we wspólnym dziedzictwie kulturowym, a głównie w traumatycznych wydarzeniach z przeszłości. Podlegają ona jednak polityzacji i często służą partykularnym celom, co może być groźniejsze niż uciążliwe kontrole na lotniskach.
