MICHAŁ PIEPIÓRKA / Egoiści

2010-06-30

Głównym tematem filmów Patrice’a Chereau są trudne, odbiegające na pozór od „normy” związki. Tak było w Intymności, gdzie para kochanków, nie wiedząc o sobie prawie nic, spotyka się co tydzień tylko po to, by uprawiać wspólnie seks. W Gabrielle analizuje wzajemne stosunki małżeństwa z dziesięcioletnim stażem, których życie przemieniło się w teatr dla znajomych, a temperatura ich związku spadła poniżej zera. Również w swoim najnowszym filmie – Zagubieni w miłości – przygląda się damsko-męskim problemom. Tym razem niespodziewanie dorzuca trzecią osobę, dodatkowo komplikując sytuację.

Daniel (Romain Duris – na zdjęciu) jest młodym chłopakiem, zarabiającym na życie dorywczo remontując mieszkania. Jest miejskim wagabundą, śpi tam, gdzie któryś ze znajomych załatwi mu kawałek materaca – nie jest nigdzie zakorzeniony. Jedynymi punktami zaczepienia w jego życiu są przyjaciel Michel, pensjonariusze domu starców, których regularnie odwiedza i dziewczyna Sonia.

Ona jest zapracowaną bizneswoman, która bez przerwy wyjeżdża na kolejne delegacje i szkolenia, przez co nie ma czasu dla Daniela. Gdy już wraca do miasta spotykają się rzadko, zazwyczaj jedynie w gronie jej znajomych. Ta sytuacja coraz bardziej frustruje Daniela, który domaga się zwiększenia z jej strony uwagi i poświęcenia większej ilości czasu. Niestety jego prośby zdają się na nic, sytuacja się nie zmienia. Wręcz przeciwnie, z dnia na dzień Sonia coraz bardziej się od niego oddala. Daniel zaczyna analizować, co się stało z ich związkiem, że nie układa się tak jakby chciał. Dostrzega jej oziębłość, niezrozumiały dystans i brak chęci emocjonalnego zbliżenia. Nie potrafi z niej jednak zrezygnować, stara się za wszelką cenę utrzymać przy sobie. Próbuje się umówić, szuka w ulubionym pubie, w końcu nachodzi w nocy, w jej własnym mieszkaniu. Gdy dochodzi w końcu do spotkania wcale nie jest lepiej, on stara się za wszelką cenę otrzymać od niej odrobinę ciepła, ona wytwarza emocjonalną barierę nie do przekroczenia. Paradoksalnie ich stosunki się poprawiają, gdy są od siebie daleko. Jej telefony z różnych zakątków Europy i świata sprawiają, że Daniel może poczuć, że są w końcu razem. Sonia mówi wprost, że wciąż o nim myśli, gdy nie ma go obok siebie, jednak jak się spotykają pojawiają się wątpliwości, które wypierają miłość. Jego próby zbliżenia traktuje jak najścia, poszukiwania kontaktu jak szpiegowanie. Nie znamy przyczyn jej postępowania, historię śledzimy z perspektywy Daniela, który sam nie rozumie tej sytuacji. Możemy, wraz z nim, snuć jedynie domysły – być może powodem jest zdrada, lęk przed zaangażowaniem, emocjonalna dysfunkcja.

Jak na wstępie wspominałem, Chereau wprowadza do tej opowieści trzecią osobę. Jest nią mężczyzna w średnim wieku, który nachodzi Daniela. Zaczepia go w metrze, śledzi każdy jego krok, nęka w miejscu, w którym akurat mieszka. Ten nieznajomy zupełnie niespodziewanie wyznaje Danielowi swoją szaleńczą miłość. Rzuca się mu na szyję, prosi o przytulenie, pocałunek, bliskość. Zostaje odrzucony, ze wstrętem i kopniakiem w brzuch. To go nie zniechęca, gdy Daniel wyrzuca go przez drzwi, ten wraca oknem – dosłownie. Wynajmuje również mieszkanie naprzeciwko tego, w którym mieszka Daniel, by móc podglądać go przez okno. Za każdym razem, gdy jest brutalnie odtrącany, zbiera się w sobie i próbuje ponownie, błagając choć o odrobinę miłości. Daniel doceniając jego determinację, z czasem akceptuje jego obecność, przestaje go wyganiać i zasiada do wspólnej pogawędki. Zdaje się, że zaczyna czuć z nim pewne pokrewieństwo.

Nieznajomy mężczyzna przedstawia się nam jak kopia Daniela. Tak jak on pragnie ciepła i akceptacji ukochanej osoby, tak jak on nie może jej doświadczyć. Ich starania o pozyskanie względów są do siebie bliźniaczo podobne. Daniel wkrada się do mieszkania Soni, robiąc przy tym sporo szkód i hałasu, podobnie jak tajemniczy mężczyzna do tymczasowego mieszkania Daniela. Tak samo mocno oboje kochają i z równą oschłością zostają odtrąceni. Przez to powstaje między nimi nić porozumienia – nieznajomy staje się najlepszym powiernikiem zwierzeń. Z dnia na dzień staje się kimś bliższym niż własna dziewczyna, czy najbliższy przyjaciel.

Dodana przez Chereau do tej damsko-męskiej rozgrywki postać, staje się w pewnym momencie dość mocno nieprawdopodobna. Przestajemy wierzyć w realny status przedstawianych nam zdarzeń – ich absurdalność przekracza granicę „normalności”. Z czasem tajemniczą postać zaczynamy traktować jak wyobrażenie Daniela – jego samego odbitego w krzywym zwierciadle. Nikt poza nim nie ma z tą osoba kontaktu, nigdy nie przedstawił jej ani Sonia, ani przyjacielowi Michelowi. Jej status ontologiczny staje się niepewny. Być może jest urojoną postacią, która ma za zadanie ujawnić Danielowi jego egoizm. Dzięki niemu może doświadczyć tego samego, co Sonia w kontaktach z nim – ciągłego oczekiwania emocjonalnego zaangażowania i miłości, której ona wcale nie chce mu dać. Daniel broni się przed nieznajomym, jak Sonia przed nim.

Tajemniczy mężczyzna staje się wyrzutem sumienia. Dopytuje się o powody regularnego odwiedzania pensjonariuszy domu starców. Okazuje się, że i tu pobudki Daniela nie są bezinteresowne. Kiedyś zerwał kontakt z ojcem, który dożył tam ostatnich swoich dni, dziś czuje na sobie odpowiedzialność za to, że nie był przy ojcu, gdy on tego najbardziej potrzebował. Zdaje się, że także dzięki zakochanemu w nim mężczyźnie łatwiej potrafi zrozumieć decyzję Sonii o ostatecznym rozstaniu.

Chareau ponownie przedstawia nam historię pary, która nie może poczuć spełnienia. Szamoczą się w niezrozumieniu i wzajemnym niedopasowaniu. Jedyną osobą, która potrafi wysłuchać i zrozumieć okaże się nieznajomy – wcześniej pogardzany i wyrzucany za drzwi. To banał, ale żeby poczuć bliskość drugiej osoby, trzeba choć na chwilę zapomnieć o sobie i bezinteresownie oddać się drugiemu.