TADEUSZ FUŁEK / Najgłośniejsza dyskoteka w mieście przy 0 decybelach.
2010-06-28
Każdego wieczoru po godzinie 00.00 w Pasażu Kultury zapada absolutna muzyczna cisza. Sprzęt zespołów, które występowały tego dnia zostaje schowany, kable zwinięte, głośniki odłączone, ale publiczności nie ubywa. Zabawa przenosi się na fale eteru – dzięki nim możecie przeżyć najlepszy dansing życia nie przeszkadzając nikomu naokoło. Silent Disco po debiucie na zeszłorocznej Malcie powraca znowu i powoli zaczyna na stałe wpisywać się w repertuar festiwalu znajdując coraz to nowych zwolenników.
Idea Silent Disco, jak wszystkie dobre pomysły, narodziła się z przypadku. Potrzebą, matką wynalazków w tym wypadku okazała się chęć kontynuowania zabawy, kiedy oficjalna część się kończy, a na nas nałożono ograniczenia ciszy nocnej. Trudno teraz powiedzieć, kto pierwszy wymyślił, żeby nałożyć słuchawki i bawić się wspólnie nie zakłócając spokoju sąsiadów, czy to piętro niżej, czy też namiot obok. Szybko znaleźli się entuzjaści, którzy postanowili pomysł rozreklamować i wkrótce powstało radio 433 fm (mówimy tutaj o początku XXI wieku) oferujące muzykę bez jingli i audycji – w sam raz do tańca. W ten sposób Silent Disco zaczęło zataczać coraz szersze kręgi w Belgii, Holandii, Francji czy Wielkiej Brytanii. Ogromnym przełomem było zaprezentowanie tej idei na festiwalu Glastonbury w roku 2005. Z powodu ogromnego dźwięków miejscowe władze były zmuszone wprowadzić ograniczenia w natężeniu hałasu. Organizatorzy zdawali sobie sprawę, że nie tak łatwo zmusić rozbudzonych ludzi do odpoczynku, więc postanowili zorganizować wielkie parotysięczne Silent Disco. Od tego czasu pomysł podchwytywały wszystkie większe festiwale w Anglii i trudno sobie wyobrazić jakąś dużą imprezę bez tego typu rozrywki.
W Polsce prekursorem Silent Disco na wielką skalę jest właśnie festiwal Malta. Rok temu próbna idea zakiełkowała i teraz jest rozwijana. Kiepskiej jakości słuchawki z mikroportami zamieniono na bezprzewodowe, wygodne i bardziej izolujące. Jedenastu zmieniających się co noc DJ-ów, w trzy osobowych składach, każdego wieczoru rywalizuje o naszą uwagę puszczając w każdym kanale inną muzykę. My – całodobowi festiwalowicze - tylko swobodnie korzystamy z tej wolności wyboru, sami dobierając pasujący nam repertuar. Słuchawki dają możliwość absolutnego wyizolowania się z otoczenia i pozwalają (z doświadczenia mówię) na o wiele bardziej nieskrępowaną zabawę niż normalne dyskoteki. Do piątku 2 lipca każde Silent Disco będzie posiadało inne hasło jako motyw przewodni. Dzisiaj np. będziemy mogli się bawić w imprezie o nazwie Kiss Kiss Bang Bang Dance Time, co daje pewne wyobrażenie o tym, czego możemy się spodziewać.
Nie byłaby to Malta, jeśli nie mielibyśmy motywów teatralnych i parateatralnych. Silent Disco jest też pewną zabawą z konwencją, z widzem, który podczas zabawy jest odizolowany od otoczenia dźwiękiem i słuchawkami. Nieraz bywalcy poznańskich klubów zbłądzą w zaułek przy pomniku Bamberki, żeby tylko szybko się wycofać – bo kto to widział, żeby tańczyć bez muzyki. Ci festiwalowicze, dla których oferta spektakli Malty to za mało i pragną dalszych przeżyć natury teatralnej – mogą przyjść do Pasażu Kultury i obserwować cichy taniec analizując to zjawisko w ramach performance. Mogą też sobie darować i dobrze się bawić – ich wybór.
Zeszłoroczna Malta oferowała dodatkowo Sidewalk Disco. Austriaccy artyści, na podobnych zasadach jak Silent Disco, zabierali nas ze słuchawkami na uszach na przechadzkę po mieście. Dopiero wtedy każdy uczestnik mógł poczuć się jak aktor. Szczególnie, że na przechadzce się nie kończyło – organizatorzy wchodzili po drabinie do otwartych okien, rozmawiali z przechodniami, prowadzili nas do absolutnie wyciemnionych pomieszczeń. Wrażeń co niemiara – o ile jest się w stanie zapomnieć o tym, że każdy przechodzień patrzy na nas z, delikatnie mówiąc, pobłażaniem. Na maltafestival poznań 2010 zabrakło w tym roku podobnych atrakcji. I tak dobrze, że mamy Silent Disco – poza Poznaniem ten pomysł niespecjalnie jest do tej pory rozpowszechniony. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samemu zorganizować taką imprezę w domu. Wystarczy odpowiednie radio, nadajnik dla każdego (małe przenośne radio wszak wystarczy) i sąsiadka już nigdy nie będzie nam stukać miotłą w sufit. Nawet jeśli – to i tak nie usłyszycie.
